wtorek, 29 maja 2012

Rozdział 2 Powitanie

Nareszcie podjechałyśmy pod mój dom.Była 14.40,więc nie miałam zbyt dużo czasu.Spojrzałam na Natalie i nie widziałam w jej oczach zapału do pomagania mi w przygotowywaniach.
A-Pomożesz mi,czy wracasz do domu?
N-Coś tam mogę dla ciebie zrobić.
A-Dzięki.
N-Nie ma za co.
Wysiadłyśmy z auta i zaniesłysmy wszystkie zakupy do kuchni.Zaczęłam sie po niej rozglądac,zaś Natalie wypakowywała zakupy.
N-Pomożesz mi?
A-Jasne,jasne.Tak sie zamysliłam.
Szybko wypakowałyśmy zakupy i zabrałysmy sie za przygotowywania.Ja zrobiłam ulubiony tort Louisa,a więc Natalie była zmuszona przygotowaniem obiadu.Kiedy obie skończyłyśmy postanowiłysmy znalezć sobie inne zajęcie.Szatynka poszła odkurzyć salon,zaś ja nakryłam do stołu.Była już równo 18.00,a chłopaków jeszcze nei było.wyszłyśmy przed dom i siadłysmy sobie na ganku.
A-ale ten tydzień będzie przerabany.
N-Czemu?
A-Harry.
N-ale co ty od niego chcesz?
A-moje pytanie brzmi:co on chce ode mnie.
N-Uczepił się ciebie jak smród do dupy.
A-Hahaha.Nie ma to jak tekst Baśki Blog.
N-Taaa.Uwielbiam ją.
A-Jak można jej nie lubic?
N-Nie ogarniam takich ludzi.
A-Czemu oni jeszcze nie przyjezdżaja?
N-Skąd mam wiedzieć?
A-No nie wiem.Tak sie jakoś spytałam.
N-Ok.Dobra.Nie musisz sie tak tłumaczyć.
A-No to super.
N-Spójrz.Czy to czasem nie oni?
A-tak to oni.O matko spójrz ile samochodów jedzie za nimi.
N-Ci paparazzi są naprawdę nienormalni.
A-No tak.
Chłopcy stanęli przed domem i wyszli z auta.Od razu podbiegłam do Louisa i mocno go ścisnęłąm.Paparazzi robili nam mnóstwo zdjęć,ale nie zwracałam na to uwagi.w końcu to tylko mój brat.Nie zrobie z tego żadnej afery.
L-Też za tobą tęskniłem,ale biorąc pod uwagę twój uścisk to ty chyba bardziej.
A-Hahaha.
L-A moze jest jakas druga strona medalu.
A-O co ci chodzi?
Dopiero teraz go puściłam i lekko się od niego odsunęłąm,jakby powiedział mi,ze właśnei choruje na zakazną chorobę.
L-O to,że ściskasz mnie jak najdłużej,żeby uniknąć powitania z Harrym.
A-Przecież i tak będe musiała z nim porozmawiać
L-No właśnie!
A-O co ci chodzi,że tak krzyczysz?
L-O to,że ty i Harry potrzebujecie długiej szczerej rozmowy w cztery oczy,która...
Niestety nie pozwoliłam mu skończyć.
A-Która będzie nudna i żenująca.Nie dziękuje.
Pozwoliłam sobie dokończy za niego,gduż nie chciałem usłyszeć jego końcówki.
L-Kiedy wy jej potrzebujecie.
A-Ale my nie jestesmy jakimś starym małżeństwem,które przechodzi kryzys czy cos.
L-No to powiedz mi,kim jesteście?...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz