czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział 15

A-Oj,nie obrażaj się.
Przybliżyłam się do niego i cmoknęłam go w nosek.Harry uśmiechnął się.
H-Ok.Na ciebie nie mogę.
A-Wracamy juz?
H-Jeśli chcesz.
Poszliśmy do auta i wrócilismy do domu.Louis już spał.Zjedlismy coś na szybko i poszliśmy do swoich pokoi.
Pięc dni spędzone w Doncaster minęło nam podobnie.Razem z Harrym próbowaliśmy łączyć Natalie z Louisem,ale jak do tej pory nam się nie udało.
'Dzień wyjazdu do Londynu'
Stałam z Louisem koło jego samochodu,czekając aż Harry wyjdzie z domu.
L-Mam do ciebie pytanie.
A-Mów.
L-Czy to co czujesz do Harry'ego...-nie dałam mu skończyć.
A-Tak.To jest cos poważnego.Znamy się dość długo,a chodzimy ze sobą od tygodnia,ale jestem tego pewna.Kocham go.
L-Cieszę się z tego.Moja siostra chodzi z moim najlepszym kumplem.
A-Taaa.Ja też na to nie narzekam.
L-Hah.
Szanowny Harold nareszcie wytoczył sie z domu z niezliczoną ilością walizek.Kiedy Louis go zauważył zaczął się głośno śmiać.
L-O stary,czy ty tam schowałeś całą swoją rodzinę i dom?-zapytał sarkastycznie.
H-Daj spokój.I tak się boję,że czegoś nie wziąłem.
A-Właśnie takiej odpowiedzi się obawiałam-powiedziałam ściszonym głosem,aby tylko Louis  to usłyszał.
Wsiedliśmy do auto z Louisem,kiedy Hazza pakował swoje walizki do bagażnika.Nareszcie zasiadł na swoim miejscu i ruszyliśmy.Po kilku minutach zatrzymaliśmy się koło domu Natalie.Louis wysiadł i cudem razem z nią upchnął jej walizki do samochodu.Kiedy znów wszyscy byliśmy w aucie,ruszyliśmy w stronę Londynu.Założyłam słuchawki na uszy i zasnęłam.
'Po kilku godzinach'
N-Agnes obudz się.
O matko.Jak ja nie cierpię kiedy ona mnie budzi.Kiedy ktokolwiek mnie budzi.
N-Agnes!Wstawaj już!Jesteśmy na miejscu!-zaczęła się tak wydzierać,że było ją słychać chyba na Plutonie.
A-Ok,ok.Już wstaje.
Otworzyłam oczy,przetarłam je i wygramoliłam sie z auta.Moje oczy ujrzały piękną willę z basenem i bujnym ogrodem.Nagle za mych pleców wyłonił sie Louis.
L-Podoba się siostrzyczko?
A-Bardzo ładnie-powiedziałam będąc nadal zachwycona.
L-Wszystkie walizki łącznie z twoimi sa już w domu.
A-Ok.
L-Zaprowadzić cię do pokoju.
A-Gdybyś mógł.
Weszliśmy do domu.Przedpokój niczym niezwykłym sie nie różnił.W salonie znajdowały się tylko dwa fotele,kanapa,mały stolik,telewizor i półka z różnymi płytami i książkami.Przechodząc koło kuchni moja uwagę zwróciła lodówka na której znajdowały się listy i zdjęcia najprawdopodobniej od fanek.Szłam długim korytarzem,na którym po lewej stronie znajdowały się schody,a naprzeciw drzwi.
L-To pokój dla Nialla .Przychodzi tutaj kiedy czuje się samotny.-wskazał drzwi naprzeciw schodów.
A-Aha.
L-Wasze pokoje sa na górze.Jak również i nasze.
A-Ok.
Weszliśmy po schodach na pierwsze piętro.Na całym tym korytarzu znajdowało się sześcioro drzwi.trzy po lewej i trzy po prawej.
L-Pierwsze drzwi po prawej to mój pokój,naprzeciw pokój Hazzy.Ostatnie drzwi po prawej to moja garderoba,zas naprzeciw niej znajduje się garderoba Harry'ego.Ja przeniosę swoje ubrania do garderoby Loczka,a ty z Natalie zajmiecie moją garderobę.Natalie wybrała już pokój obok mnie,więc tobie pozostaje pokój obok Hazzy.Twoje walizki już tam są.Chcesz go zobaczyć?
A-Jasne-nic więcej nie mogłam powiedzieć,gdyż jeszcze dokładnie się nie przebudziłam.
Weszłam do pomieszczenia przeznaczonego dla mnie i zaczęłam się rozglądać.Ściany były koloru pudrowego,okno było naprzeciw drzwi.Po jego lewej stronie stało biurko,na którym znajdowała się pomarańczowa lampka.Przy ścianie po lewej stronie stało łóżko,zas naprzeciw niego komoda.Weszłam głębiej i przyglądając się jeszcze dokładniej zauważyłam,że nie ma w nim nic co mogłoby mnie zaciekawić.Na środku pokoju leżały moje walizki.Z jednej z nich wyjęłam moje pamiątki i ozdoby.Na komodzie postawiłam zdjęcia:jedno z mamą i Louisem,drugie z Natalie i trzecie z całą moja klasą.Włożyłam bieliznę do szuflad w komodzie.Do małej szafki przy łóżku,której wcześniej nie zauważyłam,włożyłam swoje ulubione książki.Rozwiesiłam lampki przy oknie i burku.Na nim postawiłam mój laptop.Cały pokój urządziłam na podobieństwo mojego ukochanego pokoiku z rodzinnym domu.Pozostałe walizki zaniosłam do pustej już garderoby.Kiedy je odłożyłam doszła do mnie Nat.
N-Hej.Podoba ci się?
A-Tak jest tu bardzo ładnie.Mam fajny pokój.A ty?
N-Śliczny.Sciany są koloru żółtego.A twoje?
A-Pudrowe.
N-Ooo.To ładnie.musisz zaraz przyjść do mnie i obejrzeć mój pokój.
A-No jasne że tak,a ty mój.A nie widziałaś Harry'ego?
N-Z tego co wiem jak tylko przyjechaliśmy to poszedł cos załatwić
L-Dziewczyny zejdzcie na dół do kuchni.-usłyszęlismy krzyk mojego braciszka z dołu.
A-Chodz-zwróciłam się do Natalie.
N-Ja odłożę jeszcze walizki,a ty idz.
A-Ok-powiedziałam i wyszłam.
Bardzo ciekawiło mnie co Louis chce nam pokazać lub powiedzieć,dlatego też zbiegłam po schodach najszybciej jak mogłam.Kiedy szłam po korytarzu na parterze usłyszałam czyjś smiech.Nie był ot śmiech Louisa ani Hazzy,a już na pewno nie Nat.Zaciekawiona weszłam do kuchni i ujrzałam...CDN


Jak ja uwielbiam kończyć w taki sposób rozdziały.W następnym rozdziale pojawi sie dość nowa bohaterka.Była o niej mowa na samym początku w opisach,ale jeszcze w ogóle nie wystepowała w tym opowiadaniu.Zapraszam do komentowania;-)


środa, 27 czerwca 2012

Rozdział 14

'Oczami Agnes'
Kiedy Natalie odeszła my odjechaliśmy w kierunku parku.
A-A tak właściwie to o czym Natalie miałaby rozmawiać z Louisem?
H-Obiecał mi,że wreszcie powie jej co do niej czuje.
A-Czyli on ja naprawdę kocha?
H-Chyba raczej tak.Ale mówiliśmy ci to przecież.
A-Tak właściwie to Louis powiedział,że mu się podoba,a nie że ją kocha.
H-A to nie to samo?
A-Nie.Kiedy powiedziałeś mi,że ci się podobam nie przyjęłam tego tak poważnie jak wtedy,kiedy powiedziałeś,że mnie kochasz.
H-To chyba od dziś będę zauważał różnicę między tymi słowami.
A-A tak w ogóle to kiedy wracacie do Londynu?
H-Za kilka dni.
Zatrzymaliśmy się na parkingu,który znajdował się obok miejsca do którego zmierzaliśmy.Wysiedliśmy z auta i podążaliśmy uliczkami parku.
A-A konkretnie to ile to znaczy kilka dni?
H-Pięć.
A-To świetnie.My  z Natalie też wyjeżdżamy do Londynu za pięć dni.
H-To możecie pojechać razem ze mną i Louisem.
A-Ooo.Miło z twojej strony.Dzięki za propozycje .Na pewno skorzystamy.
H-I tak jedziemy w jednym kierunku,więc co mi tam zależy.nie stracimy kasy za paliwo.
A-Ejjj.To było nie miłe.
Zrobiłam obrażona minę i wyprzedziłam Hazze i kilka kroków.On od razu mnie dogonił i złapał za biodra od tyłu.Odwrócił mnie przodem do siebie.Po rak kolejny stalismy blisko siebie.Harry chciał mnie pocałowac,ale ja uciekłam głową w bok.
H-Nie będziesz sie na mnie obrażać a nieskończoność,co nie?-mówił próbując złapać mój wzrok.
A-Będę.
H-Oj no proszę cie-oparł swe czoło o moje-nie obrażaj sie już na mnie.
A-Daj mi chwile na przemyślenie.Nie!
H-Agnes-powiedział to tak słodziutko jakby zwracał się do kota.
A-Ok nie gniewam się na ciebie.
H-Mam do ciebie pytanie.
A-Takkk
H-Więc chce sobie kupić kota,która będzie mieszkał w Londynie.U mnie w domu.Tak na wolności(dedyk dla kolegi Karola).Louis się zgodził,ale muszę jeszcze was zapytać, bo w końcu tez teraz z nami będziecie mieszkać.
A-kota?Naprawdę?Ja nie lubię kotów.
H-Zdrajca-powiedział teatralnym tonem i puścił mnie,po czym odsunął się ode mnie lekko.
A-Teraz ty się będziesz obrażał?
H-Tak-skrzyżował ręce na klatce piersiowej(dedyk dla kolegi Mateusza) i wygiął usta w podkówkę...CDN






Krótki,ale nie miałam weny,a poza tym mam dużo spraw na głowie związanych z zakończeniem roku i wakacjami.W wakacje będę pisała rzadziej.Rozdział pisałam przy starych piosenkach,o których tylko chyba nieliczni pamiętają.Powiększyłam czcionkę dla wyrazniejszego czytania.Możliwe,ze jutro pojawi się nastepny rozdział,a potem dość długo nic nie będę wstawiała.Pozdrawiam kolegów wymienionych w tym rozdziale.Tylko oni i osoby,które siedzą blisko mnie na matematyce wiedza o co chodzi hahaha.

niedziela, 24 czerwca 2012

Rozdział 13

Wyszliśmy z domu i dopiero teraz zauważyłam,że chyba będziemy musieli pójść pieszo,gdyż samochód Hazzy został u niego w domu.Harry jak na razie nic nie mówił.
A-Czyli rozumiem,że idziemy pieszo.
H-Nie musimy.Wziąłem kluczyki do samochodu Louisa.chyba,że wolisz iść?
A-Nie,nie wolę.Ale pytałeś się go?
H-Tak.Nie jestem złodziejem.
A-Dobrze wiedzieć.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.Siedziałam cicho wpatrzona w drogę przede mną.Nagle przypomniała mi sie rozmowa o szkole i o tym,że razem z Natalie mamy zamieszkać z Louisem i Harrym.Muszę to obgadać,także z nim.Nie wystarczy mi jeden uśmiech,abym była pewna,że się z tego cieszy.
A-Harry,czy podoba ci się ten pomysł z zamieszkaniem razem w Londynie?
H-Tak.Oczywiście.Przecież już w kuchni pokiwałem ci głową na wznak ,że mi się bardzo podoba.
A-Naprawdę?
H-Jasne.A jakże mógłby mi się nie podobać.
Zatrzymaliśmy się właśnie pod budynkiem kina,a Harry delikatnie pocałował mnie w policzek,dzięki czemu byłam już pewna jego słów.Uśmiechnęłam się i powiedziałam cisze:ja też się ciesze.Wyszliśmy i zaczęliśmy się zastanawiać jaki film wybrać.
H-Jaki byś chciała wybrać film?
A-Nie chcę iść na jakiś romantyk bo ona mnie nudzą.
H-Jeśli nie to nie.To co proponujesz?
A-Może jakiś horror?
H-Okkkk.
A-Coś się stało?
H-Nic,tylko że ja się strasznie boję horrorów.
A-Oooo.Naprawdę?Nie mjajt sje.Potsymam cie za rącke-powiedziałam dziecięcym głosikiem.
H-Ejjj.To nie jest śmieszne.
A-Ok.Nie będę już z tego żartować.Każdy się czegoś boi.To może pójdziemy na coś w innym stylu hmmm?
H-Nie.Jeśli chcesz to idziemy.
A-Dobrze.To ty wybierz jaki.
H-To może-zastanwił się przeglądając listę filmów wyświetlanych dzisiaj w najbliższym czasie-Śmierć się smieje.Oglądałaś?
A-Tak,ale z chęcią obejrzę go po raz drugi.
H-Ja nie widziałem.To chodzmy.
Kupilismy bilety i popcorn,po czym udalismy się na sale.W trakcie filmu oboje się strasznie baliśmy.Piszczeliśmy na całą sale zasłaniając sobie prz tym oczy i rozsypując popcorn.Jest to jeden z najstraszniejszych horrorów jaki znam.Po skończonym seansie,już z uśmiechami na buziach udalismy się do samochodu i postanowliśmy pojechać do parku.
'Oczami Natalie'
Kiedy Agnes i Harry wyszli,a my przez kilkadziesiąt minut oglądalismy w milczeniu jakiś nudny film miałam ochotę wyjść.Więc postanowiłam też tak zrobić.
N-Ja już będę się zbierać.
L-A ty dzisiaj przyjechałaś samochodem?
N-Nie.
L-No więc cię odwiozę.
N-Nie Louis.Pójdę pieszo.Chcę się przewietrzyć.
L-To może cię odprowadzę.
N-Nie,dziękuję.Pójdę sama.
Wstałam i wyszłam.Szłam i chciało mi się płakać.Mieszkałam kilka ulic dalej od Agnes,zawsze tą droge pokonywałam w kilkanaście minut,a teraz ona mi się strasznie dłużyła.Nawet nie wiem kiedy i czemu po policzku spłynęła mi łza.Chyba jednak wiem czemu.Agnes powiedziała mi,że podobam się Louisowi.,a on nie chce sie do tego przyznać.Przeciez nigdy nie był nieśmiały.Nagle ktoś zatrzymałs ie przy mnie samochodem i odsunął szybkę.Na miejscu pasażera ujrzałam moją przyjaciółkę.
A-Co ty tu robisz?
N-A nie mogę stać na chodniku?
A-Wiesz,ze nie o to mi chodzi.Czemu jesteś sama?Czemu nie ma z tobą Louisa?Czemu jesteś tutaj,anie u nas w domu?
Potok pytań jaki wypłynął z ust blondynki bardzo mnie zadziwił.Nie chodziło mi o ilość pytań,lecz o ich treśc.Stałam chwilę  w bezruchu zastanawiając się jak na nie odpowiedzieć,po czym z lekkim gniewem wypaliłam:
N-Jestem sama,bo nie z kimś.Louis został w domu.Nudziło mi się,więc wracam do siebie.
Dopiero teraz zza mojej kumpeli wysunął się Harry.
H-A rozmawiałaś z Louisem?
N-Przelotne pytania o odpowiedzi typu 'podasz mi szklankę?tak.',a co?
H-Nie ważne.Podwiezć cię?
N-Nie dzieki.Pójdę juz.pa
Szybkim krokem udałam się w kierunku domu nie czekając na ich odpowiedz...CDN



A jednak coś napisałam.miałam chwilę wolnego czasu.Ten rozdział dedykuje Natalii,która miała coś zrobić,a nie zrobiła.Cham,cham,cham.heh..Jak już pisałam pod ostatnim rozdziałem mam zajęty cały tydzień,ponieważ muszę przychodzić do szkoły,gdyż przygotowuje dyskotekę(deskoteke heh) pożegnalną,ale w czwartek może się coś pojawić lub jeszcze piątek potem w sobotę wyjeżdżam i wracam dopiero 10 lipca.trolololololo


sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział 12

Natalie widocznie się krępowała.
A-To może chłopaki wyjmijcie wszystkie zakupy do końca,a my pójdziemy do mnie do pokoju.
H-No jasne na ploteczki.
L-To wy jeszcze nie wypakowałyście tych zakupów?
N-No...tak jakoś...nie-ledwie przecedziła przez zaciśnięte zęby.
A-Nie musimy sie wam tłumaczyć-wystawiłam im język-chodz-zwróciłam się do kumpeli.
Pociągnęłam Nat za rękę i jak najszybciej dobiegłam z nią do pokoju.Weszłam,wciągając za sobą moja BFF zamknęłam za nią drzwi.Wreszcie puściłam  jej rękę i podeszłam do mojego łóżka i na nim usiadłam.Pokazałam Nati ręką miejsce,gdzie ma usiąść.Ona podeszła i usiedła niepewnie.
A-no mów o co chodzi.-ponaglałam ją.
N-Tak głupio się przyznać.
A-Nat,proszę cię.
N-OK,ale się ze mnie nie śmiej.
A-Przysięgam,nie będę.Nie jestem taka.
N-No więc...podoba mi się...twój brat.
A-Louis?!-wykrzyczałam ze zdziwienia.
N-Tak,ale nie chcę żeby usłyszeli nas nawet na innej planecie.Troszeczkę ciszej.
A-Podoba ci się Louis?
N-No tak.
Natalie była widocznie skrępowana.Objęłam ją ramieniem,aby poczuła się lepiej i pewniej.
A-Chyba nie powinnam ci tego mówić,ale ty mu też.
N-Serio?Skąd wiesz?
A-Rozmawiałam wczoraj z nim i Harrym i się o tym dowiedziałam.
N-No ty chyba raczej dobrze.A no właśnie.Ty i Harry.Jak to się skało,gdzie i kiedy?
Opowiedziałam jej całą historie o tym jak Styles poprosił mnie o to,abym została jego dziewczyną.Nie musiałam nic przed nią ukrywać,gdyż wierzę jej bezgranicznie.Porozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę i we wspaniałych humorach zeszłyśmy na dół,gdzie zastałyśmy chłopaków w salonie oglądających jakiś mdławy serial.Pierwszy zobaczył nas mój chłopak.Super to brzmi:'mój'chłopak.
H-No i jak tam?Relacje z ostatnich godzin zdane?
N-Tak.A co?
H-Nic,nic.
N-Mam taką nadzieje.
L-Rozmawiałem nie dawno z Zaynem  i dowiedziałem się,że będziecie miały koleżankę.
A-O czym ty mówisz?
L-Razem z nim przyjeżdża jego siostra Olivia.Tak jak wy ma 16 lat i chce studiować w Londynie.Ma z nim zamieszkać.
N-To świetnie.
A-Teraz będziemy w trójkąciku.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.Oprócz mnie.Może to i brzmiało zboczenie,dziwnie i śmiesznie,ale bez przesady.Przecież widzą o co mi chodzi.Chyba.
A-To wy się tu pośmiejcie,a ja pójdę coś zjeść.
H-Pójdę z tobą.A wy?
N-Ja nie jestem głodna.Jadłam z Louisem na mieście.
L-Zgadza się.Ja też nie jestem głodny.
A-Ok.
H-Jak wolicie,ale pózniej ja wam żarcia nie robię.
N-Przeżyjemy to.
Po tym zdaniu wypowiedzianym przez Natalie poszłam z Harrym do kuchni.Zrobiliśmy sobie kanapki i momentalnie je zjedliśmy.Kiedy chciałam już wyjść,Loczek złapał mnie za nadgarstek.Odwróciłam się,nie wiedząc jak on stoi blisko mnie.Nasze twarze były,aż nadto blisko siebie.Wreszcie poczułam jego wargi na swoich,lecz nasz pocałunek nie trwał długo.
A-Zatrzymałeś mnie tylko po to?
H-Nie.Tego się w ogóle nie spodziewałem,ale nie przeszkadza mi to.
A-No więc jaki był cel nadwyrężenia mego nadgarstka?
H-Celem jest pytanie.
A-Jakie?
H-Poszłabyś ze mną do kina?
A-Jasne.A kiedy?
H-Dziś o 18.00?
A-A która jest godzina?
H-Hmmm-spojrzał na swój zegarek-16.50
A-Chyba ok.Poprawię trochę fryzurę i możemy jechać.
H-Jasne.No to leć.
Pocałowałam go w policzek i pobiegłam do łazienki.Pokręciłam włosy na lokówce,co zajęło mi sporo czasu i spryskałam się ulubionymi perfumami.Stroju nie zmieniałam,gdyż nie było wielkiej okazji,a byłam nie najgorzej ubrana.Wyszłam z toalety i udałam się do salonu,gdzie wszyscy byli wciągnięci w oglądanie jakiegoś nudnego programu.Harry oderwał głowę od telewizora i mnie spostrzegł.
H-Gotowa?
A-Tak.Idziemy?
H-Jasne.My idziemy do kina-zwrócił się do pozostałych,na co oni bez odwrócenia głów w naszą stronę powiedzieli:
L-Super.
N-Bawcie się dobrze-jak jacyś nasi rodzice czy coś.
A-I będziemy-rzuciłam do nich stojąc w progu głównych drzwi wyjściowych...CDN


Rozdział pisany przy More Than This,oczywiście One Direction.Informacja do Oliwi i Martyny:nie wiem kiedy wy znajdziecie sie w tym opowiadaniu,nie pytajcie się mnie o to codziennie.
WAŻNE!!!
Możliwe,że w najbliższym czasie nie będę za dużo pisała.Następny rozdział może sie pojawić gdzieś tak w czwartek,a pózniej nie wiem.gdyż mam dość zajęte wakacje.No i oczywiście zachęcam do KOMENTOWANIA<333

wtorek, 19 czerwca 2012

Rozdział 11

Po dłuższej chwili śmiechawicy uspokoiłyśmy się i zaczęłyśmy wypakowywać zakupy.Było dość cicho,a po chwili usłyszałyśmy głośny pisk,a następnie równie głośny śmiech.Po kilku sekundach na dół zbiegł Louis,a za nim Harry cały mokry i w samych bokserkach.Wbiegli do kuchni i mój ukochany braciszek schował się za mną,zaś Harry na nasz widok lekko się speszył i zarumienił.
H-Hej.
A-Cześć.
N-No hej.
H-A z tobą się jeszcze policzę.
Wskazał mojego brata palcem,spiorunował go wzrokiem po czym wyszedł z kuchni i udał się do swojego obecnego lokum.Gdy wyszedł ,wszyscy równocześnie parsknęliśmy śmiechem.
N-Co ty mu zrobiłeś?
L-Nie chciał wstać kiedy go prosiłem.
A-I postanowiłeś go oblać wodą?
L-No tak.Super,co nie?-zadał retoryczne pytanie.
A-Oryginalne-powiedziałam z sarkazmem,którego Natalie u mnie nienawidziła .
N-Ale zabawne.
Moja przyjaciółka zachowywała się jakby go broniła.Od kiedy to ona taka obrończyni?Najgorsze było to jakimi maślanymi oczami na siebie patrzyli.Wiem,ze Louisowi podoba się Natalie,ale on jej też.I jeżeli tak to czemu mi tego nie powiedziała?Ostatnio za dużo zadaje sobie pytań w głowie,na które nie mogę odpowiedzieć.Z mojego zamyślenia ktoś oczywiście musiał mnie wyrwać.
L-Co w waszymi szkołami?
A-Co masz na myśli?
L-Do jakich szkół i gdzie idziecie?
N-Postanowiliśmy się przeprowadzić do Londynu.I to już niedługo,bo za tydzień.Są tam najlepsze szkoły,a my nie chcemy chodzić do byle jakich.
A-Nasi rodzice się zgodzili i mamy już nawet fajne mieszkanie na oku.
L-Co?
A-Głuchy jesteś?Nie chcę tego powtarzać dwa razy.
L-Nie jestem i nie musisz.Tylko dziwi mnie,czemu macie szukać jakiegoś mieszkania,skoro ja mam własny dom w Londynie.
N-No ale on jest twój.
A-No i Hazzy.
Dopełniłam wypowiedz Natalie,aby o nim nie zapomniano.
L-Ale przecież ty jesteś moją siostra,a ty kumpelą,więc nie będziecie przeszkadzać.Wręcz przeciwnie.
A-Czyli proponujesz nam zamieszkanie z tobą i Harrym w waszym domu?
L-No tak.
N-A on nie będzie miał nic przeciwko?
Ja i brat spojrzeliśmy się na siebie i uśmiechnęliśmy.No tak.Nic jeszcze nie mówiłam Nat,o tym że jestem z Harrym i Louis jej też na pewno nic o tym nie wspominał.Oby dwoje równocześnie przenieśliśmy wzrok na Natalie.
L-Nie wydaje mi się.
Powiedział to z wielkim bananem na ryjcu,kątem oka spoglądając na mnie,aby sprawdzić moją reakcje.
N-Czy ja o czymś nie wiem?
A-To jest właśnie to co chciałam ci powiedzieć.
N-Co?
A-Jestem z Harrym.
N-Razem?
A-Nie osobno.No jasne,ze razem.
N-Serio?
A-TAK!
N-Ale super.
Nati rzuciła się na mnie i zaczęła mnie przytulać co ja nazwałabym duszeniem.Do kuchni wszedł Harry,oczywiście już suchy i ubrany i zaczął się nam z ciekawością przyglądać.Szatynka nadal mnie nie puszczała,a Lou podszedł do Hazzy i szeptał mu coś na ucho.Natalie wreszcie mnie puściła i troszkę się oddaliła,dzięki czemu mogłam spokojnie oddychać.
L-Powracając do tematu,to zamieszkacie z nami?
Spojrzałam na Harry'ego.Uśmiechnął się szeroko i pokiwał głową,co najprawdopodobniej oznaczało,że podoba mu sie ten pomysł i bez przeszkód mogę z nimi zamieszkać.
A-Chyba tak.
L-No to świetnie.A ty Natalie?-zwrócił się mój brat do szatynki.
N-Skoro Agnes się zgodziła,to ja raczej też.
L-No to super.
H-Idealnie-no nareszcie się coś odezwał.
N-Trzeba to jeszcze obgadać z rodzicami.
L-Ale z tym chyba nie będzie problemu.
N-No nie wiem jak zareaguje moja mama kiedy dowie się,że będę tam mieszkała z dwoma chłopakami.
A-Ale ja tam będę i cie przypilnuję.
N-Hahahahahah.Chyba ja ciebie chciałaś powiedzieć-powiedziała to nie przestając się śmiać.
A-Taaaaaa.A chyba chciałaś mi coś powiedzieć?-próbowałam lekko uciec od tematu.
N-A no tak.Prawie o tym zapomniałam.Ale to rozmowa na osobności...CDN


Ten rozdział pisało mi się trudno,gdyż strasznie bolał mnie brzuch,ale jakby to powiedział mój wujek: bolało mnie pierdolenie komicznie;-)lub w stylu cioci mojej przyjaciółki:bolało mnie w trzy dupy heh i zachęcam do szczerego komentowania<333

czwartek, 14 czerwca 2012

Rozdział 10

A-No więc o co chodzi?
H-Nie wiem,czy dla ciebie to będzie ważne,czy nie,ale musimy to ustalić.
A-Tylko,że ja nadal nie wiem co to jest.
H-No więc,czy mówimy przyjaciołom o nas?
A-No chyba raczej tak.Zresztą prędzej czy pózniej i tak by się domyslili.
H-No masz racje,ale jest jeszcze jedna sprawa.
A-Jaka?
H-Czy oprócz najbliższych znajomych mówimy tez innym?chyba wiesz o co mi chodzi?
A-No tak.Wiem.
H-No więc jak?
A-Zobaczymy jak się rozwinie sytuacja.Chociaz i tak pewnie się dowiedzą.
H-no masz racje.
Oboje z Harrym lekko się zaśmialismy.Byłam bardzo zmęczona,a więc poprosiłam Lokersa o to,aby poszedł już spać i również,jak ja odpoczął.Kiedy wyszedł momentalnie wzięłam piżamę,szybki prysznic i ubrałam się w łazience,po czym położyłam się w moim kochanym łóżeczku.Już po kilku minutach zasnęłam.
'Następnego dnia'
Obudziłam się i od razu usiadłam,rozglądając się po pokoju.Promienie słoneczne wpadały przez okno prosto na moją twarz.Poczułam wielką chęć wyjścia na podwórko i poskakania bez konkretnego celu.Jednak trochę nie wypadało tak rozładowac mój nadmiar energii.Wstałam,podeszłam do szafy i ja otworzyłam,po czym pojawił się mój codzienny problem,czyli nie mam się w co ubrać.Jednak po kilku minutach pędziłam już do łazienki z wybranym strojem na dziś.Odbębniłam poranną toaletę i ubrałam sie tak:
Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół . Na lodówce oczywiście wisiała kartka,a pod nią była przyczepiona kolejna.Na pierwszej pierwszej pisało:
'Musiałam znów wcześnie iść do pracy.Przykro mi chłopcy,że wczoraj nie mogła się z wami spotkać. Wrócę około 18.00. Musicie sobie jakoś porodzić do tego czasu. Mama.'
Zaś na drugiej widniał napis:
'Razem z Natalie pojechałem na zakupy. Nie pozabijajcie się beze mnie,albo nie pogwałćcie Wrócę około 12.00 Louis.'
No świetnie. Louis to potrafi rozbawić człowieka już od samego rana. Dopiero teraz spojrzałam za zegarek. Była 12.20. Louis się trochę spózniał,ale był z Natalie,więc się o niego nie martwiłam. Oby Louis nie robił sobie wielkiej nadziei,bo nie wydaje mi się żeby on podobał się Natalie,tak jak ona jemu.
Nagle usłyszałam brzęczenie zamka. Momentalnie do kuchni wparowali Natalie z Louisem z siatkami pełnymi zakupów. Szatynka wyglądała dziś ślicznie. Była ubrana tak:  L-Gdzie nasz król Harold? A-Chyba jeszcze śpi. L-Co?Jeszcze? A-Chyba tak. N-No to trzeba go obudzić. L-No to może ja to zrobię,a wy wypakujcie zakupy,ok? N-Jasne. A-Ok. Louis wyszedł z kuchni i skierował się w stronę schodów.spojrzałam się na Natalie,a ona na mnie i równocześnie powiedziałyśmy'muszę ci coś powiedzieć'Oby dwie wybuchnęliśmy nie ogarniętym smiechem,który było słychać chyba w całym domu...CDN
ttaktak:takubroooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo

środa, 13 czerwca 2012

Rozdział 9 Jestem szczęściarą

Lekko zdziwiona odpowiedzią Hazzy usiadłam prosto na brzegu łóżka i gestem dłoni zaprosiłam go do środka.Wszedł niepewnie i zamknął za sobą drzwi.Podszedł bliżej i stanął nade mną.Postanowiłam wstać,gdyż jego postawa wskazywała na to,że szykuje się jakaś ważniejsza przemowa.Kiedy już staliśmy naprzeciw siebie,tak blisko,Harry nadal nic nie mówił.
A-No więc,chciałeś mnie chyba o coś zapytać.
H-No tak,tak.Zresztą sama kazałaś.
A-Aleee...
Przez chwile musiałam się zastanowić,ale po krótkim czasie już byłam prawie pewna,że chce on mnie zapytać o to,czy chcę zostać jego dziewczyną.
A-Już chyba wiem,o co ci chodzi.
H-No to świetnie.
Harry zaczął rozglądać się po całym pokoju.Ja chyba czegoś w tym nie rozumiem.Przyszedł tutaj,żeby mnie o coś zapytać,a teraz unika tego pytania.Od kiedy on jest taki nieśmiały?Zachowuje się tak,jakby czekał,aż ja go zapytam o chodzenie.
A-Harry,chyba chciałeś się mnie o coś zapytać.
H-No tak,tak.Zapatrzyłem się.Przepraszam.No więc,znamy się już na tyle długo,żebym zdążył się o tobie dowiedzieć wielu rzeczy,a co najważniejsze,że upewniłem się,że cię kocham,a ty mnie.Więc czy chcesz zostać moją dziewczyną?
Miałam ochotę skoczyć mu na szyję i wykrzyczeć długie i głośne;taaaak,ale się opanowałam,bo chyba trochę nie wypada.
A-No oczywiście.
Zbliżyliśmy się do siebie i pocałowaliśmy.wiedziałam,że nasz poprzedni,pierwszy pocałunek nie będzie ostatnim.Poczułam się najszczęśliwszą dziewczyną na świcie.Odsunęliśmy się od siebie,a ja 'odleciałam' w myślach.Podsumowałam obecną chwile.Jestem wielką szczęściarą.Skończyłam gimnazjum z dobrymi ocenami,idę na studia,mam najlepszą na świcie przyjaciółkę,zabawnego brata,wspaniałą mamę no i od dziś idealnego chłopaka.Czy ktoś może się czuć lepiej w tej chwili ode mnie?Moje rozmyślenia przewał Harry,który wymachiwał przed moją twarzą rękoma i coś do mnie mówił.Na początku go w ogóle nie rozumiałam,ale po chwili'wróciłam na ziemie'i zaczęłam go rozumieć.
H-Stoisz kilkadziesiąt sekund w bezruchu,czy wszystko ok?
A-no jasne,że tak.Po prostu na chwilę 'odleciałam'
H-Skoro już jesteśmy parą to musimy ustalić jedną rzecz.
A-Jaką?
No super.Ledwo co zostaliśmy parą,a już musimy coś ustalać...CDN

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Rozdział 8 Przypalone niewidzialne jedzenie

Nie miałam zamiaru odpuścić Haroldowi tego,że nazwał nas parą,skoro jeszcze nie zapytał mnie o chodzenie.Chciałam wyjść,ale on spojrzał na mnie srogo,jakby chciał mnie ukarać za ostatnie wypowiedziane przeze mnie zdanie,a jednocześnie błagalnie,abym nie obrażała sie na niego o to co on powiedział i została.Zatrzymałam się i rozmyślałam co dalej zrobić.Z chęcią bym została i porozmawiała o tym wszystkim,ale nie przy bracie.Harry zauważył to,że najchętniej wyrzuciłabym stąd Louisa i porozmawiała z nim w cztery oczy.Jednak nie wypadało mi tak zrobić,ale na szczęście z pomocą przyszedł Harry.
H-Louis nie wydaje ci się,że coś się pali?
L-Nie.
H-A mi tak.
L-Nawet jeśli,to ja nic nie piekę.
Nie chciała,żeby zrobiło się memu bratu głupio,kiedy będzie musiał stąd wyjść,a wiec to ja postanowiłam się oddalić od pomieszczenia.
A-Ale ja coś przygotowuje i rzeczywiście coś się pali.
Chciałam wyjść,ale po raz kolejny,aż do znudzenia Lokowaty oczywiście musiał mi zasłonić swoim ciałem wyjście,więc nie było szans na szybki wybieg stąd bez dalszych tłumaczeń.
H-Tak,a co takiego przygotowałaś?
L-Coś dla nas?
Louis nawet nie wiedział jak bardzo pomógł mi tym pytaniem.Gdyby go nie zadał musiała bym odpowiedzieć na pytanie Hazzy,a teraz mogę je zgrabnie ominąć i udawać,że nie słyszałam i odpowiedzieć tylko na pytaanie Louisa.
A-No jasne,ze dla was.A dla kogo innego?
L-No sam nie wiem.
H-No a co to takiego.
Harry oczywiście nie mógł sie poddać bez walki.
A-Jedzenie.
H-Jakie?
A-Smaczne.
L-No mam nadzieje.
H-O jakiej nazwie.
O matko!No teraz to już kompletnie nie wiem co mu odpowiedzieć,a na pewno nie mogę liczyć na pomoc ze strony Louisa,nie mogę też nie odpowiedzieć na to pytanie.Wiem!Wybiegnę bez słowa.Tak.Jak kretynka.Pozostaje jedno wyjście.
A-Mhftoprus.
H-Co?
A-Oprstakpar.
H-Możesz dokładniej i wyrazniej?
A-No nic.
L-Co?Nic?ale jak to?
A-no takie małe kłamstewko.
L-Ale czemu kłamałaś?
H-Właśnie Agnes.Czemu kłamałaś?
Harry powoli mnie wnerwi.Wie dokładnie czemu,ale musi mnie dobić.Powiem prawde.Tym ja go dobije.
A-Bo chciałam wyjść.
L-Nie musiałaś kłamać.Jeżeli chciałaś to po prostu mogłaś wyjść.
A-Ooo.No to super.Zapamiętam na przyszłość.Teraz idę wreszcie spać do mojego pokoju.
L-Ok.Ja w sumie też.Jestem zmęczony.
A-Do mojego pokoju?
L-Nie.Do siebie.Tak sie stęskniłem za moim ukochanym pokoikiem.
H-no tak lepiej.
A-No to rozumiem,że za siostrą sie nie stęskniłeś?
L-Ależ oczywiście,że stęskniłem.Ja spadam.Pa siostra.Pa mój kochany Loczku.
A-Ja też idę.Pa chłopaki.
H-Do jutra.
Louis pocałował Harry'ego w policzek.Wiem,że to tylko żarty,ale i tak zrobiałam się lekko zazdrosna.Wyszłam nareszcie z tego przeklętego pomieszczenie i weszłam do mnie do pokoju,który znajdował sie na tym samym piętrze,lecz kilka metrów dalej.Kiedy zamknełam za soba drzwi,przebiegłam przez pół pokoju i rzuciła się na łóżko,jak to zawsze robię po męczącym dniu.Podniosłą głowę i zerknęłam na zegarek,który leżał na szawce ustawionej przy łóżku.Była dopiero 22.30.Nie miałam ochoty jeszcze spać,ale chciałam chwilkę odpocząć,ale w tym domu się nie da.Już ktoś bardzo stęskniony puka do mych drzwi.
A-Wlazł.
H-Hej.Naprawdę idziesz już spać?
A-Nie.Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie.A czemu pytasz?
H-Bo chciałem sie ciebie coś zapytać...CDN



Osobą,które nie mają nic ciekawego zaplanowane i im się nudzi podam linki blogów moich kumpeli.Mam nadzieje,ze wam sie spodobają,a one mnie raczej za ten czyn nie ukatrupią,ale może to zrobić moja mama,która poszła na ZEBRANIE Z RODZICAMI.Katastrofa.No i linki oczywiście:http://nataliamisiak1d.blogspot.com/ i http://olivia1d.blogspot.com/.Miłego czytania;-)


niedziela, 10 czerwca 2012

Rozdział 7 Wyznanie

H-Mów proszę.
A-Ale ja nie chce nic mówić.
H-No to teraz zamiana ról.Ja nic nie rozumiem.
Pocałowałam go,ale to nie był zwykły pocałunek.Trwał kilka sekund,a był odzwierciedleniem wszystkiego,czego czułam do Hazzy,a także on do mnie.To był najwspanialszy pocałunek na świecie.Miałam ochotę złożyć go na jego usta,kiedy zaczął opowiadać o tej dziewczynie.No własnie.Dziewczynie,która mu się podoba.I pomyśleć,że tą dziewczyna jestem ja.Wreszcie lekko odsunęłam się od Harolda,co ostatecznie zakończyło nasz pocałunek,ale kończyłam go ze świadomością,że będzie ich więcej.
H-Tak jak już mówiłem,ni nie rozumiem.
A-Kiedy tu nie ma nic skomplikowanego do rozumienia.Ty pokazałeś mi co do mnie czujesz poprzez słowa,a ja poprzez czyny.hah.
H-No więc wygląda na to,że ty czujesz do mnie coś więcej,w co jeszcze niedawno wątpiłem
A-No widzisz.Nie warto wątpić.
Nasze usta zbliżały się do siebie,by znów połączyć sie w namiętnym pocałunku,lecz ktoś nam przerwał.
L-No witam kochani.Co wy tu porabiacie beze mnie?
A-Nic.tylko rozmawiałam z Hazzą.
L-No i co?
A-Co co?
L-No co z tego wyniknie.
A-No powiem ci szczerze,że dzieci z tego nie będzie.
H-ale czemu nie?
Nagle zapomniał,ze jest tu też Louis i widział tylko Hazze.
A-No,ale nie chodzi mi o nas.Bo ja bardzo chciałabym mieć dzieci,ale o tę rozmowę.No z samej niej to chyba dzieci nie wynikną.
H-No raczej nie.
L-ale ja sobie pójdę,a wy tu dokończcie tą rozmowę czy co tam innego tu czyniliście zanim wam przeszkodziłem.Wiecie ja bardzo lubię dzieci i z chęcią zostanę wujkiem.
A-Jak tak lubisz dzieci to może zostań tatusiem co?
L-Eeee.Nie mam dziewczyny.
H-A Natalie?
A-Co?Kto?
H-no Natalie.Twoja przyjaciółka.Przecież ona się podoba twojemu bratu.Myślisz,ze czemu zaproponował jej podwiezienie pod dom i potem jeszcze wracał pieszo.A właśnie,może z tego wynikną jakieś dzieci?
L-Nie.Nie jestem jeszcze gotów.Poza ty Natalie to porządna dziewczyna.
A-A ja to rozumiem,że nie.
L-Przecież tak nie powiedziałem.
A-Ale tak zabrzmiało.
Louis spojrzał błagalnie na Loczka,aby ten przyszedł mu z pomocą,ale najwidoczniej żaden z nich nie umiał znalezć żadnego argumentu,który by mnie zaciekawił i uspokoił.Ale mój kochany braciszek oczywiście musiał się jakoś bronić,nawet bez argumentu z nadzieja,ze on przyjdzie do niego po drodze.
L-Dla mnie to inaczej zabrzmiało,ale jak wolisz.To rozumiem,że jesteście para.
H-Raczej tak.Na to wygląda.
Moment.Też bym tak powiedziała,ale w sumie to on jeszcze nie zapytał mnie o chodzenie,a co ważniejsze ja mu nie odpowiedziałam.Muszę się z nim trochę podroczyć.
A-Nie.
L-Ale jak to?
H-No właśnie.
A-Nie zapytałeś mnie,czy chce być twoją dziewczyną,więc formalnie nie jesteśmy jeszcze parą.
H-Czy to musi być takie oficjalnie?
A-Ale mi o to nie chodzi.
H-no to o co?
A-O to,że wartało by,żebyś zadał mi to pytanie.
H-Ok.Skoro ci tak zależy.
A-No teraz to już chyba nie tak bardzo...



Miło by mi było gdybyście komentowali;-)Dziś o 20.00(chyba)na tvp 1 gra Irlandia;-)

piątek, 8 czerwca 2012

Rozdział 6 Największa (nie)szczęściara na świecie

H-Jak masz na imię?
A-Co?
H-No jak masz na imię?
A-Ale o co ci chodzi?
H-O nic.Zadaje ci tylko proste pytanie.
A-Ale ty wiesz jak ja mam na imię.No chyba,że masz aż tak słaba pamieć.
H-Jeszcze kilka minut temu zwracałem sie do ciebie po imieniu,więc aż tak słabej pamięci to chyba nie mam.
A-No to po co zadajesz mi to pytanie?
H-No bo chce to usłyszeć z twoich ust.
A-Ale po co?
H-bo chce.No powiedz to po prostu,proszę.
A-No dobra.Agnes.
H-No nareszcie.
A-No i co z tego?
H-A to,że sama sobie odpowiedziałaś na pytanie,które sama zadałaś.
A-Czyli?
H-A smiałaś sie ze mnie,że mam słaba pamieć.
A-No bo zadałam mnóstwo pytań w ciągu ostatnich kilku minut.
H-Ale mi chodzi o to pierwsze i najważniejsze.
A-Pustka.
H-Jak ma na imie twoja wybranka,chociaż ty to ujęłaś nie szczęściara.
A-A no tak,ale nie rozumiem.
H-Zadałaś to pytanie,a potem sobie na nie odpowiedziałaś.Agnes.
A-Agnes?
H-Tak.
Uśmiechnął sie szeroko.No nie wierze.Dziewczyna w której sie zakochał ma na imię Agnes,tak samo jak ja.
A-Ooo.No to fajnie.Moja imienniczka.
H-Hahahahahahahah.
A-Ejj.
H-Hahahahaha
A-No halo.
H-Hahahahahahahahaha.
A-Z czego ty sie tak smiejesz do cholery.
H-Bo to nie jest twoja imienniczka.
A-Co?Ale jak to?Ja już tego nie ogarniam.
Chciałam wyjść,ale Harry zatarasował mi samym sobą wyjście.Nie zrozumiałam co go tak smieszyło.Nie wie co to znaczy imienniczka?O co muchodzi?Widziałam,że znów ma ochotę wybuchnąć tym swoim smiechem,ale sie opanował.Ujał moją twarz w swoje dłonie i z wielkim zacieszem na ryjcu powiedział:
H-To ty.
A-Co ja?
H-To ty jesteś,jak to ty byś ujęła nie szczęściarom .To ciebie wtedy opisywałem.To ty mi sie podobasz od początku.To dlatego sie tak przy tobie głupio zachowywałem.Agnes ja cię...
A-Nie!!!
Wykrzyczałam to najgłośniej jak tylko mogłam,ale już po sekundzie tego żałowałam.On chyba naprawdę mi sie podobał,a teraz kiedy chciał mi wyznać tak ważna i wspaniałą(oczywiście dla mnie)rzecz ja mu przeszkodziłam.Głupia jestem,ale jak to teraz odkręcić.Spojrzłąm na Hazze,który robił jednocześnie mine zdziwionego i smutnego.
A-O matko Harry...bo ja...no...wiesz...
Nigdy jeszcze nie zdarzało mi sie żeby tak mi odebrało mowę przy chłopaku.
H-Nie ok.Rozumiem cię.To,ze szaleja za mną tyle fanek to nie znaczy,że ty jesteś jedną z nich.
A-Ale Harry...
H-Mogłam sie połapać,ze nic do mnie nie czujesz po tym co zrobiłaś przed domem jak przyjechaliśmy.
A-No bo ja...
H-Rozumiem cię,ale ja nie moge...
A-Możesz sie zamknąć do cholery!
Lokowaty od razu zamilkł i spojrzał na mnie z zaciekawieniem...



A tak jeszcze w związku z Euro to mnie bardzo zaciekawiło to jak to wciąga ludzi.Polaków nie interesuje smierć słynnej,wspaniałej pisarki,nie interesuje ich chore dziecko,które potrzebuje pieniedzy na operacje czy rehabilitacje.No to nie mają pieniedzy,ale na kilkunastu chłepków,którzy przyjadą żeby pobiegać za piłką po
boisku(co chłopcy ode mnie z klasy robią z większym zapałem)to mają.Nie dziwie sie,ze w innych krajach nazywają nas niechlujnymi,bezrobotnymi pijakami.Jesteśmy naprawdę zaniedbanym narodem.

Euro

Hej.Wiem,że trwa własnie przerwa między pierwszą a drugą połową meczu,ale postanowiłam napisac nowy rozdział,gdyż mam chwile spokoju.Moim zdaniem Polacy graja dobrze,a Grecy mnie wnerwiają.Moja siostra tak się na nich wnerwiła,że aż zaczęła czytać książke,co jest dziwne dla osoby która jest przeciwniczką książek i smieje sie ze mnie jak ja je czytam.A wiecie,że podobno dziadek Louisa Tomlinsona kibicuje Polakom?Super;-)))

wtorek, 5 czerwca 2012

:-/

Nie wiem kiedy dodam nowy rozdział,gdyż musze poprawić sie z kilku przedmiotów:polskiego,muzyki,anglika i historii.Z wszystkiego 4 na 5.Masakra jakaś.No ale nareszcie napisałam mój pieprzony wiersz na konkurs i miałabym spokój gdyby nie to że jeszcze konkurs z anglika,ale nie jest tak zle.Nie jestem pewna czy pojawi się jakiś rodział do końca tygodnia,bo jak nie będę miała świadectwa z paskiem moja mama mnie powiesi heh to nie był żart.musze zakuwać.I wielkie dzieki Nirvanie za to że napisała takie super piosenki,ale przez Smells Like Then Spirit mój wiersz o mieście zrobił się trochę o smierci i sensie życia,ale nie będę pisac kolejnego.a tak wgl. to moglibyście się postarać zostawić jakiś komentarz po sobie co?

Bohaterowie

Dla waszej wyobrazni postanowiłam dodac zdjęcia głównych bohaterów.
Olivia
Natalie
Agnes
Martyna
no i całe One Direction oczywiście;-*







Rozdział 5 Wielki smutek

Nie wiem co mi sie stało,ale jednak poszłam.Stanęłam przed drzwiami pokoju Cat,a tymczasem Harry'ego .Pomyslałam 'a co mi tam' i zapukałam do drzwi.
H-wejdz.
Uchyliłam lekko drzwi i zobaczyłam Hazze odkładającego jakąś bluzke na łóżko.
H-No wejdz.Nie bój się.Ja ne gryzę.
A-No chyba.Nie jestem tego taka pewna.
H-Ale może byłem chociaż szczepiony?
A-Może?
H-Napewno.
A-Bardzo pocieszające.
H-No chodz,usiądz.
Weszłam głębiej do pokoju i zaczęłam sie rozglądać.Tak dawno tu nie byłam.Wszystko kojarzyło mi sie z Cat.Brakowało tu jej zdjęć,obrazów,całej reszty rzeczy,a szczególnie atmosfery,którą ona rozsiewała.to wszystko zabrała ze sobą do Londynu.
H-Ty też za nią tęsknisz tak jak Louis?
A-Co?
H-No za Cat.Tęsknisz za nią?
A-I to strasznie,ale skąd ty wiedziałeś,że...
Niestety nie dane mi było dokończyć.
H-No to chyba jasne.Wchodzisz do pokoju jedynej siostry,która nie mieszka z tobą od 3 lat i rozglądasz się po całym pomieszczeniu.Masz świeczki w oczach i wyglądasz jakbyś nie kontaktowała i była na innej planecie.
Uśmiechnęłam się i otarłam łzę,która spływała mi po policzku,próbując zamaskować ból.
H-Nie płacz.
A-Nie,nie.Nie będę teraz płakała.
H-No mam nadzieje.
A-Ale chyba nie kazałeś mi tu przyjść z powodu mojej siostry.
H-Nie,no oczywiście,że nie.W ogóle nie o to mi chodziło.
A-A więc o co?
Zapadła cisza.Harry wyglądał na zakłopotanego,jakby się bił z własnymi myslami.Zaczęłam sie zastanawiać,czy dobrze zrobiłam zadając mu to pytanie.W końcu musiałam dojść do sedna sprawy.Kiedy miałam zamiar przerwać te cisze,nagle Hazza powiedział:
H-Bo ty jestes dziewczyną.
A-Ameryki to ty nie odkryłeś.
Powiedziałam to z usmiechem,nareszcie szczerym i prawdziwym.Ucieszyłam sie jeszcze bardziej keidy zauważyłam,że Pan Lokowaty też sie usmiechnął.
H-No tak,ale chodzi mi o to,że dziewczyna,czyli ty,będzie wiedziała czego chce druga dziewczyna.
A-Cyba wiem o co ci chodzi,ale wytłumacz mi to jeszcze raz,tym razem dokładniej i ze szczeółami.
H-OK.Więc poznałem dziewczyne,juz jakis czas temu i ona mi sie strasznie podoba,ale jej tego nei powiedziałem.Zachowywałem sie przy niej jak głupek,a ona mnie chyba przez to nie polubiła.Załamałem sie i przestalem mieć szanse,ale ostatnio jej stosunek do mnie radykalnie sie zmienił.Nie wiem jak jej powiedzieć,ze zachowywałem sie jak idiota,bo nie mogłem sie opanowac stojąc przy niej.Nie umiem jej powiedzieć co do niej naprawdę czuję.A to jest coś naprawde poważnego.
Za każdym zdaniem wypowiedzianym z jego ust mój uśmiech powoli znikał z twarzy,a teraż moje usta wykrzywiły się w niezgrabną podkowę.Może to dlatego,ze Harry właśnie powiedizął mi,ż epodoba mu sie jakaś inna dziewczyna.To wyglądało na zazdrość,a to nie możliwe skoro go nie lubiłam,a może jednak.Bo kiedy teraz tak szczerze ze mną rozmawia,stojąc blisko mnie to chyba naprawdę coś do niego poczułam,ale to nie może być prawdą.Od początku go nie lubiłam.
H-Agnes,jak ty byś chciała,żeby chłopak wyznał ci miłość?
O nie.I co ja mu miałam teraz powiedzieć?Ze chciałabym,aby to wyglądało dokładnie tak jak teraz i zeby to był chłopak ten co teraz,czyli on.Loczek zbliżył sie do mnie o jeszcze jeden krok.Nie mogłam wytrzymać tej naszej niebezpiecznej bliskości.Nareszcie sie ocknęłam i sie od niego lekko odsunęłam.
A-A jak ma na imię ta nieszczęściara?
Powiedziam z wielkim bananem na twarzy i wyczekiwałam na odpowiedz...